SZKOŁO NIE JEST WESOŁO

Jakich kompetencji potrzebują nasze dzieci, aby odnaleźć się we współczesnym świecie? Czy szkoła przygotowuje uczniów do prawdziwego życia?

Współczesna szkoła, której zasadniczy paradygmat został ukształtowany ponad 150 lat temu, odzwierciedla pruski model edukacji. Model, który zasadza się na posłuszeństwie nauczanego – ucznia, wobec nauczającego – nauczyciela. Czy to model adekwatny do wyzwań współczesnego świata?

Pracodawcy biją na alarm. Nasi absolwenci mają świetne świadectwa, głowy pełne encyklopedycznej wiedzy, ale nie potrafią jej dobrze w praktyce wykorzystywać. Badacze wskazują, że mamy już do czynienia ze zjawiskiem wtórnego i funkcjonalnego analfabetyzmu. Równie trudno jest ze współpracą, niezależnym, samodzielnym myśleniem, odpornością psychiczną czy komunikacją.

 

DOBRY WYNIK TO NIE WSZYSTKO

Jak to możliwe, że jest tak źle, skoro jest tak dobrze, wyniki w testach PISA, jeszcze niedawno były całkiem niezłe? To pytanie, które warto sobie postawić i na które trzeba odpowiedzieć. Wygląda na to, że sama akademicka wiedza to za mało. Dobre wyniki niekoniecznie przekładają się na realne kompetencje. Nie zawsze świadczą o umiejętności refleksyjnego i złożonego myślenia. Tak jak nie świadczą o dobrym stanie edukacji w Polsce. Żeby mieć obraz całości funkcjonowania modelu szkoły, nie można jej odnosić tylko do wyników testów. Warto też przyjrzeć się kosztom uzyskania tych wyników i przeprowadzić uczciwą analizę zysków i strat, tak jak zrobił to Singapur, którego edukacja, podobnie jak fińska uchodzi obecnie za wzorcową. Swego czasu najlepsze wyniki w testach PISA mieli Chińczycy. Jednocześnie, Chiny, miały najwyższy wskaźnik samobójstw i depresji wśród dzieci. Wprost proporcjonalny do liczby przeciążonych pracą uczniów, przesiadujących nad lekcjami do późnej nocy, pozbawionych czasu na zabawę i wypoczynek, cierpiących na różnego rodzaju zaburzenia, w tym depresję z wypalenia. Sprowadzenie oceny jakości edukacji zatem tylko do wyników testów, co ma często miejsce w naszym kraju, bez uwzględnienia całego kontekstu jest nieporozumieniem.

Jak pokazują międzynarodowe badania PISA, polska młodzież wypada dobrze, gdy sprawdzana jest wiedza przedmiotowa, dużo słabiej, gdy idzie o rozwiązywanie problemów na poziomie praktycznym. Istnieje spory rozdźwięk pomiędzy wiedzą a umiejętnością jej wykorzystania. Można mieć wiedzę na temat systemów politycznych i zasad głosowania, a jednocześnie nie umieć zorganizować w szkole prostego referendum uczniowskiego np. w sprawie wycieczki czy tego jak mają wyglądać przerwy.

Niezadowolenie z systemu edukacji nie jest doświadczeniem tylko polskim. Mało który system edukacji spełniałby oczekiwania wszystkich. Jednak polska edukacja staje się coraz bardziej wsteczna na tle innych krajów europejskich, i nie tylko. Jeśli chodzi o atmosferę szkoły i nastawienie do niej to zajmujemy od lat najgorsze miejsce w rankingach. A przecież atmosfera w szkole jest nie mniej ważna niż poziom nauczania. Składa się na nią między innymi jakość relacji w szkole, i to nie tylko pomiędzy uczniami i nauczycielami, ale także pomiędzy szkołą i rodzicami, także pomiędzy uczniami. Szkoła to organizm żywy. System naczyń połączonych, które pozostają ze sobą w dynamicznej współzależności. Polska szkoła cierpi na brak dialogu, otwartości, dobrych relacji. Jak mówi dr. Przemysław Sadura z UW „polska szkoła nie daje satysfakcji. (…) Dzieci mówią, że nie lubią do niej chodzić. Nauczyciele są sfrustrowani i wygląda na to, że nie lubią w niej uczyć. A rodzice są z niej niezadowoleni. Władza twierdzi, że szkoła nie wychowuje, a samorządy, że kosztuje za drogo”.

Jeśli dodać do tego przeładowane podstawy programowe, lekcje do 17.30, wielozmianowy system i olbrzymią ilość zadań domowych oraz zajęć dodatkowych, które stają się niezbędne do tego, żeby uczniowie mogli opanować materiał podstawowy, rysuje się mało optymistyczny obraz.

Nauczyciele mają świadomość przeładowania materiałem, w wielu szkołach jasno mówią, że uczyć będą tylko absolutnego minimum programowego, żeby zostawić dzieciom choć trochę czasu dla siebie. Ale szkoła bez dodatkowych lektur, rozmów, projektów, wolnych zajęć poza szkołą, to jednak szkoła pozbawiona czegoś esencjalnego. Bo istotą szkoły jest kreacja, dyskusja i współpraca. Powinna stwarzać dzieciom możliwość rozwoju osobistego i intelektualnego. Powinna pomóc odkrywać ich naturalny potencjał i wspierać w jego rozwijaniu. Zmienia się też rola nauczyciela, który powinien być towarzyszem rozwoju, uważnym i obecnym obserwatorem, a nie poganiaczem i egzekutorem wiedzy. Tylko taki nauczyciel może tworzyć optymalną przestrzeń do rozwoju. Przestrzeń pozbawioną ograniczeń i strachu przed karą w postaci złej oceny, wypełnioną osobistą motywacją i autentyczną relacją. Howard Gardner, znakomity amerykański psycholog i przyjaciel edukacji, twórca pojęcia inteligencji wielorakiej powiedział, że „bodaj największym wkładem jaki szkoła może wnieść w życie dziecka, jest pomoc w odnalezieniu obszarów, które najbardziej odpowiadają jego talentom, w których będzie fachowcem, a praca będzie sprawiała mu przyjemność.”

Tymczasem polska edukacja, coraz bardziej oddala się od tego celu. Nauczyciele alarmują, że pracy jest zbyt wiele, podstawy programowe przeładowane i anachroniczne. Przestrzeń medialna pełna jest dramatycznych wpisów nauczycieli, rodziców i dzieci. Szczególnie trudna sytuacja dotknęła dzieci z klas siódmych, którym reforma edukacji wyszła bokiem. Szkoła przygotowała im prawdziwie dramatyczny czas którego skutki widzą juz sami nauczyciele: „przed nami rok ciężkiej orki, bez nadziei na satysfakcję, bo oceny drastycznie pójdą w dół, dzieci będą bardzo zmęczone, zniechęcone, część osunie się w apatię. To już nie przewidywania, nie czarnowidztwo, to doświadczenie pierwszego roku reformy”.

Polska szkoła zdaniem uczniów, to nuda, strach i stres. Oczekuje się od nich aktywności a stawia się ich w sytuacji bierności, mają słuchać, siedzieć grzecznie w ławce, i robić to czego się od nich oczekuje. Wcześniej też nie było idealnie. Niestety edukacja jest zawsze na samym końcu politycznych dyskusji. Jeśli jakaś dyskusja w ogóle toczy się wokół polskiej szkoły, to z reguły wśród pasjonatów, na obrzeżu głównego nurtu. Nawet ostatnia debata przedstawicieli sztabów prezydenckich oraz samych kandydatów na prezydenta, nie odniosła się w żaden sposób do systemu edukacji w Polsce. Problemów edukacji nie rozwiązała też żadna z ostatnich reform. Bo ani reforma edukacji wprowadzająca gimnazja w latach 1999-2001, ani ta, ją likwidująca, ani reforma obniżająca wiek inicjacji szkolnej. Mamy nawet niezłe diagnozy i znakomitych fachowców, ale …nikt ich nie słucha. Z gorliwością godną lepszej sprawy udajemy, że zmieniamy szkołę. Niestety są to ruchy pozorowane.

Efekt jest taki, że wielu rodziców, których na to stać, przenosi swoje dzieci do szkół prywatnych i społecznych. To one stają się oddolnymi reformatorami szkoły. Niestety, nie wszyscy uczniowie mogą w takiej edukacji partycypować. Szkoła on line, obnazyła wszytskie slabości tego systemu.

 

CZEGO POTRZEBUJE WSPÓŁCZESNA SZKOŁA?

Szkoła potrzebuje zmiany. Systemowej, fundamentalnej zmiany, potrzebuje dialogu i współpracy środowisk. Potrzebujemy w szkole dobrych relacji, indywidualnego podejścia do ucznia, empatii, szacunku, partnerstwa, otwartości, elastyczności i wolności. Mniej wiedzy pamięciowej, rozbudzania ciekawości i jego wewnętrznej motywacji, bo tylko taka może zbudować nastawienie na rozwój, kluczową kompetencję we współczesnym świecie.

Dr. Kwaśnica, rektor i profesor Dolnośląskiej Szkoły Wyższej, autor wielu publikacji o polskiej szkole, m.in. „Dyskurs edukacyjny po inwazji rozumu instrumentalnego. O potrzebie refleksyjności”, mówi, że „System przydzielający uczniów do klas, dzielący czas pracy na lekcje, a program na jednostki metodyczne, jest racjonalny w porządku myślenia, w którym najważniejsze są efektywność i dominacja treści naukowo-technicznych. Testy to nie przypadek – mierzą efektywność. Natomiast relacje między nauczycielem i uczniem są oparte na dominacji nauczyciela, bo to on jest właścicielem wiedzy. Tym, który ją rozdziela i kontroluje efekty.” (Wyborcza, „Szkoła szczęśliwszych ludzi”)

Jeśli przyjąć, że dzisiaj dostęp do wiedzy jest praktycznie nieograniczony, szkoła, musi przestać być jedynie jej dystrybutorem. Musi budzić do refleksji, prowokować do myślenia, pobudzać kreatywność i samopoznanie.

Dlaczego w czasach nieograniczonego dostępu do sieci wciąż każe się dzieciom wkuwać daty zamiast uczyć krytyki źródeł i samodzielnego myślenia?

Diagnozę, prawdę mówiąc mamy już od lat. I od lat dreptamy w miejscu, udając, że zmieniamy szkołę. Kolejne reformy pomnażają tylko ilość problemów. Edukacja potrzebuje zmiany systemowej. Przebudowania od podstaw jej podstawowych paradygmatów. Jeśli nie zrozumiemy rozdźwięku pomiędzy tym co dzieje się w szkole, a tym jakie to ma konsekwencje dla przyszłego życia naszego społeczeństwa, jego zdrowia i dobrobytu, będziemy nadal szkodzić uczniom, zamiast im pomagać.

Jak wynika z licznych badań szkodzenie idzie nam całkiem dobrze. Kondycja psychiczna polskich dzieci i młodzieży jest fatalna ( patrz art: Kondycja psychiczna polskiej młodzieży). Wyglada na to, że zzkoła stała się narzędziem opresji, a największe konsekwencje tego stanu rzeczy, ponoszą uczniowie.

 

CO POKAZUJĄ BADANIA?

Dzieci powinny się rozwijać zgodnie z indywidualnymi predyspozycjami, powinny uczyć się bawiąc, powinny doświadczać w szkole pozytywnych emocji, pasji, radości, zaangażowania, bo takie emocje są niezbędne w procesie uczenia się. Nie powinny skupiać się na rywalizacji, zdobywaniu ocen. Powinny budować dobre relacje, komunikacji, współpracy, dbać o siebie i wykorzystywać swój naturalny potencjał kreatywności i ciekawości świata. Mają prawo czuć się w szkole dobrze, podmiotowo, bo spędzają w niej większą cześć swojego życia. Powinny cieszyć się swoją różnorodnością, a nie czuć się w czymś gorsze czy lepsze. Uczyć się tolerancji, akceptacji i dialogu.

Tymczasem badania pokazują, że edukacja nie wspiera a nawet zaburza naturalną potrzebę uczenia się i ciekawość świata u dzieci. Skutecznie też zabija w dzieciach wewnętrzną, a więc autentyczną motywację do nauki, tak chętnie odwołując się do kompletnie już nieprzystającej do wiedzy o mózgu i procesach uczenia się motywacji kijka i marchewki (oceny). W szkole wciąż najwyżej ceni się kompetencje akademickie a wzorcowym modelem jest prymus, uczeń, który „ma dobre oceny”.  Nie docenia się i zupełnie pomija umiejętności interpersonalne, dotyczące umiejętności współpracy, budowania relacji, empatii, komunikacji i rozmowy.

Szkoła jest coraz bardziej anachroniczna wobec wyzwań współczesności. Nie najlepiej przygotowuje do życia we współczesnym, realnym świecie. Uczniowie i nauczyciele mało ze sobą rozmawiają. Brakuje nawet fizycznej przestrzeni i czasu na takie relacje, pozostaje szkolny korytarz i krótka przerwa. Szkoła nie uczy ważnych życiowych umiejętności, uczy za to rywalizować i kombinować, żeby tylko mieć dobrą ocenę. Dzieci są bystre i szybko przystosowują się do reguł gry, nawet jeśli ich nie akceptują. Od najmłodszych lat uczą się, że dzieci głosu nie mają, że ich wpływ na otaczającą rzeczywistość jest mierny lub żaden. A wszelkie próby wyrażania swoich potrzeb czy opinii mogą się źle dla nich skończyć. Fora uczniowskie są przepełnione pełnymi żalu wypowiedziami. Także uczniów dorosłych, których prawa są nagminnie w szkołach łamane. Uczniowie skarżą się, że jeśli ktoś ich już pyta o zdanie, to i tak nic z tego nie wynika. Rzecznik Praw Ucznia i Rzecznik Praw Dziecka niejednokrotnie podnosił kwestie Prawa naruszania praw dzieci już na poziomie statutów i regulaminów szkół. Zamiast poczucia wpływu, niezbędnego komponentu poczucia własnej wartości, dzieci uczą się, że ich działania nie mają większego sensu. Uczniowie uczą się w szkole bierności i bezradności. A współczesny świat potrzebuje aktywnego uczestnictwa.

 

JAKICH KOMPETENCJI UCZY SZKOŁA?

W 2017 roku zostały przeprowadzone badania wśród licealistów. Jedno z pytań brzmiało: Które z kluczowych czynników sukcesu rozwijane są w szkole w ramach procesu dydaktycznego?  Wynik jest bardzo wymowny. W szkole uczniowie uczą się głównie sumienności i zapamiętywania. A to nie są kluczowe komptencje jakie przydadzą się dzieciom w dorosłym ale i obecnym życiu.

Foto: www.facebook.com/AkademiaNaukiPoznan

 

JAKICH KOMPTENCJI POTRZEBUJE WSPÓŁCZESNY ŚWIAT?

Świat się zmienia, i to w tempie dotąd nie spotykanym. Ilość wiedzy, którą mógłby przyswoić człowiek podwaja się średnio do dwa lata. To znaczy, że wiedza przestała być zbiorem skończonym. Kiedyś wystarczyło ją zebrać i wpakować uczniom do głów. Dzisiaj nie jest to ani możliwe, ani potrzebne.

Współczesny człowiek ma dostęp do wiedzy praktycznie nieograniczony. To czego musi się nauczyć, to weryfikować informacje pod kątem ich wiarygodności, samodzielnie i krytycznie myśleć. Szkoła powinna uczyć się uczyć i budować nastawienie na rozwój, przez całe życie.

Umiejętność uczenia się to jedna z kluczowych kompetencji. Co robia nasi uczniowie? Nasi uczniowie „zakuwają”. Kto nie zna ze szkoły słynnego „3 x Z”, tj. Zakuć, Zapamiętać, Zapomnieć. Pomimo olbrzymiego wysiłku uczniów, nauczycieli i rodziców, niewielu z nas potrafi skutecznie się uczyć – bo skuteczna nauka to to nie bierne przyswajanie enycklopedycznej wiedzy. To rozumienie procesów, myślenie, refleksja, aktywność, wnioskowanie, poszukiwanie prawdy. Także umiejętność zarządzania swoim rozwojem, bycie świadomym kreatorem i podmiotem własnej drogi rozwoju, a nie jej biernym przedmiotem.

Uczniowie powinni uczyć się radzić sobie z trudnościami i porażkami, nie bać się popełniać błędów. Powinni budować w szkole silne poczucie własnej wartości, poznawać swoje mocne i słabe strony, uczyć się akceptować siebie i rozwijać swój potencjał. Badabia pokazują, że kondycja psychiczna dzieci jest coraz słabsza. Depresja została ogłoszona przez WHO epidemią (a może nawet już pandemią ) 21 wieku. Dzieci, także dorośli nie radzą sobie stresem i presją. Nie potrafią dbać o własne zdrowie, nie wypracowują zdrowych strategii radzenia sobie z emocjami. Mogliby i powinni uczyć sie tego w szkole. Szkoła nie dość, że takich komptencji nie uczy, to jeszcze zabiera dzieciom każdą wolną chwilę, także poza szkołą, gdzie takie kompetencje mogłyby się rozwinąć. My rodzice, często w dobrej wierze, stajemy sie jej ramieniem w domu i zamiast wpierać dzieci i rozumieć, że potrzebuja czasu dla siebie, dodajemy im kolejnych zajęć dodatkowych. A dzieci potrzebują wolności i czasu, który sobie same zorganizują. Czasu na zabawę, nudę, i rówiesników. Niezorganizowany przez dorosłych czas, jest najlwiekszym darem jaki możemy dać naszym dzieciom. Dodałabym do tego uważność i obecność, na tyle na ile dzieci jej potrzebują.

Są kraje, w których kompetencje w budowaniu relacji uważa się za równie ważne jak kompetencje akademickie, np. W Norwegii, Danii, Singapurze. W tych krajach opracowuje się nowe formy kształcenia nauczycieli. W Danii i Finlandii psychologowie szkolni pracują razem z nauczycielami, podpowiadając im, co mogą zmienić, by pomóc uczniom poradzić sobie z trudnościami.

To czego nauczymy nasze dzieci w szkole i jak przygotujemy je do życia we współczesnym świecie, ma i będzie miało ogromny wpływ na to jakim społeczeństwem będziemy. Mądrym i świadomym, elastycznie reagującym na zmiany, czy zacofanym, nie odnajdującym się w świecie i życiu. Mądre państwa wiedzą, że ich największym kapitałem są ludzie. A ten kapitał buduje się w szkolnej ławce. To jakość naszej edukacji zdecyduje jak nam się będzie żyło w przyszłości. Decyduje, jak nam się żyje teraz.

Nie przypadkiem najszczęśliwsze kraje świata (wg. corocznych rankingów szczęścia – skandynawskie) to kraje, które mają najlepsze, najbardziej przyjazne dzieciom, nauczycielom i rodzicom, elastycznie reagujące na zmiany zachodzące w świecie, systemy edukacji.

autor: Agata Nowińska

Zródła:

Jesper Juul “Krysys Szkoły”

Robert Kwaśnica “Dyskurs edukacyjny po inwazji rozumu instrumentalnego. O potrzebie refleksyjności”

Wyborcza: Szkoła szczęsliwszych ludzi 2015 r.