NATURA NA ZDROWIE

Czy istnieje terapia, która poprawi twoje zdolności umysłowe, uwolni od stresu i wzmocni Twoją odporność?  Terapia, która w dodatku nie ma  efektów ubocznych, jest łatwo dostępna i bezkosztowa?

 

Taka terapia istnieje. Jest nią kontakt z naturą, przepisywany przez lekarzy na całym świecie jak lekarstwo. Według naukowców z Uniwersytetu Stanford aktywność na łonie przyrody (przez min. 90 minut) uwalnia od negatywnych myśli. Już 45-50 minutowy spacer wpływa na naszą fizjologię i samopoczucie. Obniża ciśnienie oraz poziom kortyzolu we krwi. Regularne spacerowanie pozytywnie wpływa na układ krwionośny i chroni przed zawałem serca. Ludzie mający bezpośredni kontakt z naturą mają niższe ciśnienie rozkurczowe i wolniejsze tętno. Obcowanie z naturą nie tylko leczy nadciśnienie, ale również redukuje zapalenia. Wiele japońskich badań wykazuje, że uwalniane przez drzewa fitoncydy mają antybakteryjne właściwości.

Wg japońskich naukowców wystarczy nawet 15 minut pośród zieleni. Nasze ciała i umysły odprężają się w naturalnym otoczeniu, bo w takim otoczeniu ewoluowały. Można przyjąć, że 99,99 proc. ewolucji naszego gatunku przebiegało w środowisku naturalnym. W świetle tych danych, zamieszkanie w pobliżu lasów, parków i łąk to jak wygrana na loterii. Wpływa pozytywnie na nasz system nerwowy, wydłuża życie oraz poprawia zdrowie psychiczne, samopoczucie i zadowolenie z życia.

 

WITAMINA N

Lekarze w Finlandii przepisują chorym …spacer po lesie. W niektórych krajach rządy promują kontakt z naturą jako część programu zdrowia publicznego, ponieważ kontakt z przyrodą znacznie obniża koszty leczenia wielu chorób.

W Korei Południowej powstają lecznicze lasy pozwalające odreagować stresy. Coraz więcej badań potwierdza, że przyroda, choćby to był przydomowy ogródek – ma zbawienny wpływ na nasze, przeciążone ilością bodźców mózgi. I nie jest to nic nowatorskiego w medycynie. Już w XVI-wieczny medyk Paracelsus, pisał, że „sztuka leczenia pochodzi z natury, a nie od lekarza.” Także, według słynnego Hipokratesa przyroda miałaby być lekarstwem w każdej chorobie. A spacerami po ogrodach leczono już w starożytnym Egipcie.

W ostatnich latach, lekarze z Wysp Szetlandzkich, realizują program, którego celem jest “usystematyzowany dostęp pacjentów do przyrody w ramach nielekowego podejścia do problemów zdrowotnych”. Dawniej działanie zdrowotne natury wynikało bardziej z intuicji i przypisywania jej nadprzyrodzonej mocy. Dzisiaj naukowcy, neurobiolodzy i lekarze udowadniają na gruncie badań naukowych lecznicze działanie przyrody.

I tak, zaleca się spędzanie co najmniej godziny poza domem, trzy razy w tygodniu. Choć najlepsze efekty przynosi mała dawka, ale za to regularna – 10 lub 15 minut kontaktu z przyrodą. Wg Prof. Davida Strayera z Uniwersytetu w Utah, który bada wpływ natury na mózg człowieka, czas spędzony poza domem pobudza zdolności poznawcze i koncentrację oraz zwiększa kreatywność. Gdy zwalniamy tempo, ograniczamy ilość dopływu niepotrzebnych bodźców bezsensowną i uważnie zatapiamy się w przyrodzie, doświadczamy czegoś na kształt regeneracji, nasza wydajność umysłowa znacznie się poprawia. Dzięki wykorzystaniu funkcjonalnego rezonansu magnetycznego, wiemy, że kontakt z przyrodą pozwala odpocząć i zrelaksować się korze przedczołowej. Koreańscy naukowcy obserwowali aktywność mózgu u ludzi patrzących na różne obrazy. Gdy ochotnicy oglądali zdjęcia miast, w ich mózgach notowano większy przepływ krwi w ciałach migdałowatych – ośrodkach przetwarzających uczucia strachu i niepokoju. Natomiast gdy patrzyli na zdjęcia przyrody, uaktywniały się obszary powiązane z empatią
i altruizmem. Czyżby natura sprawiała, że stajemy się nie tylko spokojniejsi, ale i bardziej wrażliwi?

Duńczycy przeprowadzili badania, z których wynika, że częstotliwość występowania wielu chorób, m.in. depresji, niepokoju, choroby wieńcowej, cukrzycy, astmy i migreny, była dużo niższa u osób mieszkających w niedalekiej odległości od parku czy lasu. Obcowanie z przyrodą co prawda nie wyleczy tych chorób, ale poza świetną profilaktyką, pozwala lepiej funkcjonować w chorobie. Bliskość natury to także niższa śmiertelność i większa odporność a zatem dłuższe życie. Spacery po lasach wzmagają działanie układu odpornościowego, regulują tętno, ciśnienie krwi, korzystnie wpływają na układ nerwowy, powodując odczucie głębokiego spokoju, co ma związek z obniżaniem poziomu hormonu stresu. 20 minut patrzenia na zieleń sprawia, że ilość kortyzolu w ślinie spada o 13,4 proc., co wykazał w badaniach Yoshifumi Miyazaki z Uniwersytetu Chiba.

Można sobie zadać pytanie, co takiego w naturze sprawia, że kontakt z nią ma dla człowieka tak istotne znaczenie? Może to sama aktywność fizyczna? Może jakieś substancje eteryczne występujące w roślinach, kolor zielony, świeże powietrze, słońce? Z całą pewnością nasze zmysły, ewolucyjnie są dużo lepiej przystosowane do odbierania informacji od roślin a nie od betonowych konstrukcji i spalin. Kontakt z naturą koi i uspokaja oraz odstresowuje. I być może to jest właśnie odpowiedź. Dobroczynne działanie przyrody polega właśnie na obniżaniu poziomu stresu. Co ciekawe, szkocki epidemiolog Richard Mitchell odkrył, że ludzie mieszkający blisko parków lub innych zielonych przestrzeni rzadziej chorują i później umierają, nawet jeśli z tej zieleni nie korzystają. Inne badania potwierdzają te niezwykłe właściwości kontaktu z naturą, bez względu na to, czy ludzie chodzą na spacery, czy też nie.

 

DLACZEGO ODDALAMY SIĘ OD NATURY?

Dowodów na korzyści z obcowania z przyrodą jest coraz więcej, tymczasem my ludzie coraz częściej zrywamy z nią kontakt. Zaadaptowaliśmy się do szybko zmieniającej się betonowo – technologicznej rzeczywistości, ale płacimy za to sporą cenę. Z badań wynika, że Amerykanie spędzają więcej czasu w samochodach niż na drodze. A i u nas jest nie lepiej. Wybieramy galerie, sklepy, TV, komputer zamiast spaceru na świeżym powietrzu. Dlaczego wydają nam się bardziej atrakcyjne niż przyroda?  Nawet aktywność sportową przenosimy do klimatyzowanej sali fitnessu, płacąc za nią sporo pieniędzy. Wielu z nas nawet nie zastanawia się, czy taka forma aktywności to na pewno najzdrowszy wybór. Po całym dniu stresującej pracy w najczęściej klimatyzowanym pomieszczeniu pełnym ludzi, próbujemy złapać trochę zdrowia w takim samym pomieszczeniu pełnym ludzi. Z młodszym pokoleniem jest jeszcze gorzej. Największą atrakcją dla dzieci stały się ekrany tabletów i smartfonów. Dzieci spędzają ogromnie dużo czasu w szkołach, na zajęciach dodatkowych, a potem w domach. Mało im czasu zostaje na zwyczajną zabawę i aktywność na łonie przyrody. Jeśli nie nawiążą więzi z przyrodą w dzieciństwie, szansa na to, że zrobią to w dorosłym wieku jest niewielka. Wielu rodziców w nie najlepiej pojętym interesie dziecka, „chroni” je przed kontaktem z deszczem, zimnem, wiatrem, mrozem, lasem, zwierzętami, czyli naturą. Zważywszy w jak dramatycznym tempie rośnie liczba dzieci chorych na depresję i różnego rodzaju zaburzenia psychiczne, pora uświadomić sobie t zależności. Utrata kontaktu z naturą ma swoją cenę. Jest nią stan, który Richard Louv, autor „Ostatniego dziecka lasu”, nazywa je zespołem deficytu natury, który objawia się między innymi słabą koncentracją, nadpobudliwością, spadkiem uważności i kreatywności, częstszym występowaniem chorób fizycznych i psychicznych. Jesteśmy permanentnie narażeni na ogromną ilość bodźców. To wpływa na nasze procesy poznawcze, zdolność czytania ze zrozumieniem, myślenia i rozwiązywania problemów, uczenia się.

Amerykański biolog, zoolog i socjobiolog, Edward O. Wilson, autor „Biophilia: The Human Bond with Other Species” tj. Biofilia: Więź człowieka z innymi gatunkami, oraz twórca pojęcia biofilii, czyli głębokiej więzi i jedni z przyrodą, twierdzi, że tęsknota za zielenią i kontaktem ze zwierzętami jest echem głębokiej z nimi więzi. Ta tęsknota jest zakodowana w naszych genach. Wszystkie organizmy są ze sobą połączone poprzez wspólnego przodka, jednokomórkowego mikroba, który pojawił się na Ziemi ponad 3,5 mld lat temu i z którego wyewoluowały wszystkie gatunki. Poczucie tożsamości, zdrowie i samopoczucie człowieka są więc uzależnione od jego związków ze środowiskiem naturalnym.

Tymczasem eksploatujemy nasza planetę bez opamiętania i baczenia na skutki. Wbrew swoim najżywotniejszym interesom. Natura bez nas poradzi sobie dobrze my bez niej szybo znikniemy. Topniejąc lodowce, znikające gatunki, susze i pożary dotykają nas już w sposób namacalny. Choć mamy już ogromną i niepodważalną wiedzę na temat cierpienia przyrody i tego jak ważnym jest elementem naszego dobrostanu, to ciągle nie do końca na serio traktujemy zmiany klimatyczne i nasz indywidulany wpływ na nie. Czy cała ta wiedza, którą dzisiaj dysponujemy zmieni nasz stosunek do przyrody i wpłynie na naszą empatię dla niej, przełoży się na konkretne działania? Wiele dzieci nigdy nie widziało krowy, gęsi ani kaczki. Nie wiedzą co to szczaw, mlecz czy zapach siana na łące. Jeśli nie obudzimy w nich przyrodniczej wrażliwości, zapomną, że to część ich ludzkiej tożsamości. I być może nie upomną się o nią. A nasza przyroda potrzebuje żebyśmy ją trochę uwolnili od swojej obecność i dali jej oddech. W przeciwnym razie zacznie zanikać. A bez niej nie przetrwamy ani dnia.  Wykorzystajmy więc wakacje i czas pandemii, żeby pobyć trochę w osamotnieniu, sam na sam z przyrodą i poczuć jak cudownie jest być blisko niej.

Autor: Agata Nowińska

żródła:

Edward O. Wilson „Biophilia: The Human Bond with Other Species” tj. Biofilia: Więź człowieka z innymi gatunkami”,

Nathional Gegraphic