PO CO NAM SMUTEK?

Dlaczego tak bardzo nie lubimy się smucić i robimy wszystko, żeby tylko uciec przed chandrą?

 

Smutek jest jedną z sześciu podstawowych emocji opisanych przez Paula Ekmana, wraz ze szczęściem, złością, zaskoczeniem, strachem i wstrętem. Podobnie jak lęk czy niepokój nie należy do emocji przez nas lubianych. Raczej wytrąca nas z równowagi i psychicznego dobrostanu, aniżeli mobilizuje do działania. Mało które uczucie powoduje, że tak przemyślnie szukamy sposobów, aby je zagłuszyć i od niego uciec. Na ogólnym poziomie, każdy przecież człowiek, dąży do tego co przyjemne i unika tego co nieprzyjemne. Na smutek reagujemy różnie, w zależności od naszego biologicznego wyposażenia czy wzorców reagowania jakie wypracowaliśmy w dzieciństwie, które internalizujemy jako swoje, nawet gdy nam się nie podobały u rodziców. Jedni z nas reagują na frustrację wycofaniem, zamknięciem się w sobie, odrętwieniem, inni złością, krzykiem czy agresją. Tak naprawdę, każdy rodzaj przeżycia związanego ze stratą, wywołuje jakiś rodzaj żalu po niej. Taki żal, może być łagodny, ale może też przerodzić się w coś silniejszego np. frustrację czy nawet depresję. Stany obniżonego nastroju są z reguły reakcją na sprzeczne lub niekorzystne dla nas fakty, sytuacje i zdarzenia albo niezrealizowane plany. To wszystko pobudza system nerwowy. Czujemy niepokój, dyskomfort psychiczny, pojawia się cierpienie. To dlatego podejmujemy tak wiele działań, aby jak najszybciej pozbyć się bólu. Chcemy go zagłuszyć, rzucamy się w wir działań, odwracamy uwagę lub przenosimy ją na coś innego, udając, że to, czego oświadczamy nie jest ważne, a nawet w ogóle się nie dzieje.

Diane Tice, psycholog zajmująca się przygnębieniem twierdzi, że ludzie wykazują największą inwencję właśnie wtedy, kiedy starają się uciec przed chandrą.

 

PO CO NAM SMUTEK?

Niestety takie działania są przeciw skuteczne, a efekt dokładnie odwrotny. Choćbyśmy nie wiem, jak się starali nie myśleć o smutku, uciekać od niego, walczyć z nim, smutek i tak nas nie opuści. W myśl zasady, im bardziej z czymś walczysz tym bardziej to jest. Im więcej energii czemuś poświęcasz tym większą energią to karmisz. Tym większa nadajesz temu moc. Bezskuteczna walka z nim może nas zasmucić jeszcze bardziej (meta smutek). Ponieważ smutek domaga się wysłuchania i uważności. A gdyby tak potraktować smutek jak posłańca, który przybywa z ważną dla nas informacją? Taką rolę pełnią wszak nasze emocje, wszystkie bez wyjątku. Te trudne, nieprzyjemne, od których chcielibyśmy uciec na koniec świata też są po coś. Smutek zwraca naszą uwagę, wskazuje, że coś dla nas ważnego zostało zaniedbane, skrzywdzone, pominięte, niedoopiekowane. Smutek każe nam się wyciszyć, zatrzymać, zadbać o siebie, zwolnić. Pozwala nam docenić to, co straciliśmy, skontaktować się ze swoim ciałem, obniżyć napięcie (np. poprzez płacz), spotkać się z własną słabością, wrażliwością i przemijalnością. Pozwala też paradoksalnie, docenić smak radości i miłości. Uczy nas się o siebie troszczyć, zwracać do innych z prośbą o wsparcie i bliskość.

Smutek to nic innego jak emocjonalny ból powiązany z uczuciem niekorzystnej sytuacji, stratą, rozpaczą, żałobą, żalem, bezradnością oraz rozczarowaniem. Może przybierać różne formy i odcienie, od subtelnej melancholii, letargu, poprzez rozpacz, desperację, czy w jego skrajnej postaci – depresję.  Jest wiele określeń smutnego nastroju – smutny, pełen żalu, zdołowany, beż życia, zafrasowany, zmartwiony, tęskniący, nieszczęśliwy, w rozpaczy, w desperacji, w żałobie, pokonany, bez nadziej, bezsilny, sfrustrowany, odrzucony, wyobcowany….Zdaniem Alexandra Lowena, psychoterapeuty, twórcy analizy bioenergetycznej, smutek to uczucie, które wywołuje wspomnienie minionej przyjemności, związane z bólem po jej utracie. W zależności od natężenia może zamienić się w żal, a nawet rozpacz. Osadza się w naszym ciele i nie przeżyty w należny mu sposób, zatrzymuje się nim w postaci spłyconego oddechu, zwiotczałych mięśni, spiętego karku, ogólnego niepokoju i nawracającej chandry. Smutek to emocja, która odbiera energię, ciągnie nas w dół (wręcz fizycznie). Przygarbiona sylwetka, zapadnięta klatka piersiowa, opuszczone dłonie, głowa, wszystko jakby ciągnie nas do dołu. ciężar w miednicy, słabość w nogach. Ludzie smutni wyglądają tak jakby uszła z nich energia życiowa. Jakby ktoś ich nakrył ciemnym kocem.

Jednak smutek, choć tak bardzo nie lubimy go odczuwać, jest po coś. To naturalna odpowiedź na poczucie utraty czegoś istotnego, jakiejś ważnej osoby, czy nawet marzenia o niej, jakiegoś celu czy planów.  Dzięki smutkowi wiemy, co jest dla nas ważne i próbujemy to zdobyć. To smutkiem komunikujemy innym, że potrzebujemy pomocy i szukamy wsparcia. W jakimś sensie zbliża nas dzięki temu do innych, ważnych dla nas ludzi, pozwala zweryfikować znajomości w kontekście ich wartości. Przewartościować priorytety, przyjrzeć się temu co dla nas naprawdę ważne. Uruchomić jakąś głębszą refleksję. Bo smutek tworzy dla niej przestrzeń.

 

SKAD SIĘ BIERZE SMUTEK?  

Diane Tice – psycholog, zajmując się badaniem metod poprawy nastroju twierdzi, że ogarnięte przygnębieniem osoby mają tendencję do pogłębiania tego stanu aż do depresji. Oddają się ruminacjom, czyli nieustannym rozmyślaniem nad przyczyna smutku, doświadczając go wciąż na nowo i nowo, izolują się, myślą o różnych przygnębiających rzeczach, podejmują jakieś zajęcia i w zniechęceniu je rzucają.

Diane Tice, Ellen Bratslavsky i Roy Baumeister udowadniają, że wszystkiemu winien jest nasz zły nastrój. To kiepski humor powoduje załamanie się samokontroli i w konsekwencji zachowania autodestrukcyjne. Żeby móc kontrolować swoje impulsywne zachowania, trzeba umieć koncentrować się na odległych celach. Zły nastrój prowadzi może zmienić hierarchię ważności celów. Cele długoterminowe ustępują miejsca chęci poczucia natychmiastowej ulgi. Tymczasem znakomita  wiekszośc szybkich poprawiaczy nastroju, ma destruktywny charakter tj. alkohol, narkotyki, słodycze, kompulsywne oglądanie telewizji, uprawianie seksu czy jedzenie.

Smutek może być następstwem jakiegoś przykrego zdarzenia, straty. Bywa, że przechodzi nie wiadomo skąd, niespodziewanie, w postaci chandry. Po prostu wstajesz z łózka i wiesz, że to jest twój słaby dzień. Jest Ci smutno bez powodu. Wydaje Ci się ze nie ma powodu. Ale kiedy przyjrzysz się minionym dniom, tygodniom, latom może okazać się, że ktoś Cię odrzucił, dotknął, zranił. Niektóre smutki tkwią w nas przez wiele lat, w postaci niezabliźnionych (złe przeżytych strat, smutków, żałoby i powracają w postaci niczym nieuzasadnionych spadków nastroju, melancholii a nawet depresji. Bywa, że obniżony nastrój wiąże się ze zmianami hormonalnymi, co jest szczególnie dotkliwie odczuwane przez kobiety.

Objawy Smutku:

  •  zmęczenie, poczucie braku energii, bezsenność,
  • ból w klatce piersiowej, obniżone ciśnienie krwi
  • poczucie pustki, niskiego poczucia własnej wartości
  • trudności w przełykaniu, utrata apetytu lub nadmierne objadanie się
  • spłycony, wolny oddech/ brak tchu.
  • brak aktywności, siedzenie, leżenie, apatia, brak apetytu
  • spowolnione ruchy, obniżenie sprawności intelektualnej, poczucia własnej wartości
  • garbienie, kurczenie się w sobie, odrętwienie, brak sił i energii
  • izolowanie się od innych, ruminowanie, niepokój
  • bierność, bezsilność, małomówność, poczucie bezsensu i bezwartościowości
  • niestabilny nastrój, przygnębienie,płaczliwość, ból i cierpienie

 

JAK SOBIE RADZIĆ ZE SMUTKIEM?

Smutek to informacja, że jakaś ważna część nas – istotna potrzeba lub wartość – została zaniedbana. Zatem najlepsze co możemy zrobić, to uważnie odczytać komunikat jaki niesie i zatroszczyć się o siebie. Najgorszą, choć pozornie najłatwiejszą rzeczą jest uciec od smutku, zagłuszyć go jakimś filmem, zakupami, alkoholem. Przy małym smuteczku czasem warto się zrelaksować. Przy tym poważnym, związanym z poczuciem dorzucenia, głębokiej straty potrzeba skonfrontować się ze smutkiem w nas. Pozwolić mu w nas pobyć, poznać go przyjrzeć mu się uważnie. I nic z nim nie robić. Wystarczy go zaakceptować. Smutek zmusza nas do pochylenia się nad tym od czego nieświadomie odwracaliśmy głowę. Jest sygnalizatorem. Zmusza nas do refleksji. Po to abyśmy mogli opłakać stratę, zadumać się nad jej sensem, zaadaptować psychicznie i fizycznie do nowej sytuacji. Także przeanalizować co się stało i przygotować się do tego, aby poradzić sobie w przyszłości. Między innym takie znaczenie ma żałoba. Niestety nie można tego powiedzieć o depresji.

Smutek związany ze stratą, po jakimś czasie przemija. Depresja trwa i niszczy nasz organizm. To smutek w skrajnej postaci, ale jednak coś więcej niż zmutek, to już choroba.  Jednym z głównych czynników decydujących o tym czy nastrój przygnębienia utrzyma się czy minie, jest ruminowanie. Czyli nieustanne analizowania, w kółko i w kółko, jakiejś sytuacji, przeżuwanie myśli, przybierające formę natręctwa. Badania pokazują, że nieustanne zamartwienie się tym co było, i tym co będzie, nie pomaga. Wręcz przyczynia się do depresji i ją podtrzymuje. Choć na pozór jest to atrakcyjne, bo pozwala mieć poczucie kontroli, skoro o tym myślę, mam na to jakiś wpływ, mogę się tym zajmować. Moja bezsilność jest mniejsza.

Osoby w depresji przejawiają skłonność do ruminowania, podsycają uczucie smutku, zamiast podjąć jakieś działania. Skłonność do ruminacji niestety też bardziej dotyka kobiet. Są z reguły bardziej otwarte i skłonne do analizy zachować innych i swoich własnych.  Każdy z nas ma coś w rodzaju zestawu myśli złego nastroju. Im częściej go odpalamy, tym bardziej go udoskonalamy. Przy czym złe myśli łączą się ze sobą nie tylko dzięki powiązaniu treści, ale także dzięki nastrojowi. To dość przerażające ze osoby ogarnięte smutkiem starając się wyrzucić ze swojej głowy jeden dręczący temat, i im bardziej próbuj, a to zrobić, tym bardziej wywołują w sobie negatywne emocje.

 

JESTEM SMUTNY, BO JESTEM CZŁOWIEKIEM

Jedyną metodą na smutek jest …przeżycie smutku. Zaakceptowanie go jako części naszego życia. Smutek, narasta, osiąga kulminacyjny punkt, potem opada i pojawia się ulga a nawet rodzaj błogiej radości, że wraca spokój. Jak po burzy z deszczem. Trzeba nauczyć się przeżywać smutek, a nie jego historię. Jeśli trwa zbyt długo, albo nawraca często, możemy a nawet powinniśmy go regulować np. poprzez umiarkowaną aktywność, poszukiwanie wsparcia, kontaktu z ludźmi, nie wycofywanie się z życia, aktywność sportową, kulturalną. Pod smutkiem zawsze znajdują się inne uczucia, takie jak nadzieja, ulga, radość i miłość.

Warto wypracować w sobie przekonanie, że smutek jest ważny i potrzebny. Jak każda emocja jest integralną częścią ludzkiej natury. Potrzebujemy być uważni. To uważność pozwala dotknąć uczucia, zauważyć je w sobie, przyjrzeć mu się dokładnie, nazwać je. Moment uświadomienia sobie uczucia i nazwania go jest właśnie tą chwilą, kiedy oddzielamy się od niego. Doświadczamy smutku, ale nie jesteśmy smutkiem.

Zastanówmy się, co nam to uczucie chce przekazać? Dlaczego do nas przyszło, jaką wiadomość przynosi? Czego nam obecnie potrzeba? Za czym tęsknimy, jaka głębsza potrzeba pozostaje w nas niezaspokojona? Uczucie musi być wysłuchane. Tylko wtedy ma szanse na to, żeby spełnić swoją rolę i minąć. A wtedy zadzieją się rzeczy magiczne i w jego miejsce pojawi się ukojenie, spokój, harmonia, czułość i wdzięczność. Kare Landfald, twórca Zen Coachingu ujmuje to w ten sposób: „spokój to moment, gdy przestajemy walczyć z rzeczywistością, gdy nawet ból zaczyna być ciekawy”.

Z badań prof. Janusza Czapińskiego wynika, że część osób przejawia naturalne predyspozycje do częstego popadania w przygnębienie. Sprzyja temu ich wyposażenie neurofizjologiczne. I na odwrót, są osoby, które mają naturalne skłonności do pogodnego usposobienia. To jednak w jaki sposób reagujemy na różne zdarzenia jakie nam się przytrafiają, zależy w dużej mierze od tego co o tych zdarzeniach myślimy. Gdy uznajesz smutek, albo jakiekolwiek inne uczucie, jako coś niepotrzebnego, nie twojego, to działasz wbrew sobie i naturze ludzkiej. Warto zmienić swoje przekonania lub choć je zweryfikować. Warto praktykować uważność, dobre relacje, otwartość, dbać o swoje ciało, uczucia i umysł. Trwanie przy swojej postawie, gdy nie przynosi nam nic dobrego, jest błędem. Większość naszych wzorców działania da się zmienić. Trzeba tylko obudzić świadomość i potrzebę. Przyjrzeć się swoim rekcjom w różnych sytuacjach, zaobserwować, jak działamy, jak myślimy, co robimy Czy bywamy zacięci, czy zbyt łatwo odpuszczamy, czy może wycofujemy się, gdy tylko pojawia się trudność? Co nami kieruje najczęściej – lęk przed odrzuceniem, potrzeba akceptacji, obawa przed krytyką otoczenia, niska samoocena? Jaki sposób reagowania, jakie sytuacje karmią nasz zły nastrój? W jakim towarzystwie czujemy się gorzej? Czy zdarza nam się w nieskończoność analizować jakieś sytuacje i nie potrafić przestać? Może przesadnie skupiamy się na swoim problemie, zbyt wiele o nim opowiadamy, roztrząsamy go bez potrzeby? Gdy robimy to często, od lat, gdy taki wzorzec przekazuje nam środowisko, wytwarza się nawyk, który trudno zmienić. Trudno nie oznacza jednak, że nie jest to niemożliwe.

Pamiętajmy, że uczuć nie doświadczamy tylko w głowie, ale także na poziomie ciała. Warto posłuchac naszych ciał, bo one nas przemawiają, trzeba tylko nauczyć się to robić. Służą temu różne praktyki uważności, joga, ale i zwykły spacer po lesie, w ciszy i samotności. Żeby odblokować ciało, warto się zmęczyć, poczuć swoje mięśnie, bijące serce, oddech. To bardzo urealnia nasze doświadczanie.

Zamiast zadręczać się więc myślami, dlaczego mnie to spotkało, może najwyższy czas zacząć myśleć doświadczam smutku, bo jestem człowiekiem.

autor: Agata Nowińska