ZŁOŚĆ – DLACZEGO TAK TRUDNO NAD NIĄ ZAPANOWAĆ?

Dlaczego tak łatwo wpadamy w złość i skąd bierze się jej moc i uwodzicielska siła?

Złość uchodzi za destruktywne uczucie i nie cieszy się dobrą opinią. W wielu domach to  emocja zakazan, temat tabu. Tymczasem, problem nie w samej złości, ile w tym do czego pod jej wpływem jesteśmy zdolni. Ze wszystkich emocji jakich doświadczamy, złość jest najbardziej nieustępliwa. Pod jej wplywem dopuszczamy się czynów i słów, których potem najczęściej żałujemy.

Sama złość, nie jest ani dobra, ani zła. Jak każda emocja, ma swoje znaczenie. Sygnalizuje, że coś istotnego dzieje się w naszym otoczeniu, co wymaga naszej reakcji. Wskazuje, że nasze granice zostały przekroczone, a nasze sprawy nie idą tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Ktoś nie dotrzymał obiecanego słowa, jakiś projekt się opóźnia, ktoś nas niesłusznie obwinia, samochód się zepsuł w najmniej spodziewanym momencie, jakiś kierowca zajechał nam drogę.

 

ANATOMIA ZŁOŚCI

Każda emocja rodzi się a naszym mózgu, konkretnie w ciele migdałowatym. Ciało migdałowate, działa w sposób automatyczny i błyskawiczny, uruchamiając atawistyczny mechanizm „walcz lub uciekaj” w sytuacji zagrożenia. Wystarczy, że zinterpretuje jakąś sytuacje jako zagrażającą, uruchamia się w nas atawistyczny i ewolucyjnie uzasadniony mechanizm, który naszym przodkom ratował życie. Problem w tym, że przetrwał w niezmienionej formie do dzisiaj i niewiele trzeba, aby uznał coś jako zagrażające i ruszył do ataku.

Dzięki odkryciu prof. Le Doux, wiemy, że ciało migdałowate nie potrzebuje kory mózgowej (świadomych procesów czy interpretacji) aby zareagować. Reakcja ciała migdałowatego, może nastąpić bez udziału kory mózgowej, na zasadzie bodziec – reakcja, np. wracamy późną nocą i nagle rusza na nas jakiś osiłek w kapturze. Naszą automatyczną reakcją jest ucieczka lub atak. Podejmujemy działanie bez namysłu. Niejako automatycznie. Wg. prof. Le Doux, są dwie ścieżki uruchamiania emocji, pierwsza długa, gdy sygnał z wzgórza, wędruje do kory mózgowej i dopiero potem do ciała migdałowatego. I druga, szyba droga na skróty. Pomija bowiem zupełnie korę mózgową (odpowiedzialną za procesy kognitywne, racjonalne myślenie) i sygnał ze wzgórza trafia bezpośrednio do ciała migdałowatego. W pierwszej sytuacji mamy do czynienia z interpretacją jakiejś sytuacji, np. ktoś się od nas odwraca, a my interpretujemy, ten gest jako niechęć, albo okazanie nam braku szacunku, w reakcji na co reagujemy np. złością, a pod jej wpływem, chęcią odwetu. Droga na skróty, uruchamiana jest wtedy, gdy reakcja jest automatyczna, np. ktoś nagle wjeżdża na nasz pas na drodze, automatycznie hamujemy, unikając zderzenia. Ratujemy życie, tylko dzięki automatycznej reakcji ciała migdałowatego.

Przytoczony wyżej przykład ilustruje pozytywny aspekt takich reakcji, które ratują nam życie czy zdrowie. Problem pojawia się wtedy, kiedy taka reakcja jest uruchamiana automatycznie, choć brak realnego zagrożenia. Tylko nasze ciało dokonuje takiej interpretacji, np. ktoś w czasie naszej prezentacji ziewa albo zaczyna chichotać…czujemy złość, strach, mamy ochotę zareagować, zemścić się, zaatakować kogoś, kto w naszym odczuciu atakuje nas (w tym wypadku nasze ego). Automatycznie uruchamia się reakcja „walcz lub uciekaj”, ciało migdałowate rejestruje ją jako zagrożenie. Tymczasem ziewanie słuchacza na prezentacji może nie mieć nic wspólnego z negatywną oceną nas, czy też naszej prezentacji. Ktoś zwyczajnie mógł być niewyspany. To nasza interpretacja sprawiła, że poczuliśmy się zaatakowani.

Gdy nasze ciało migdałowate zinterpretuje coś jako zagrażające, reakcja jest natychmiastowa. Wzbiera w nas złość, a zalewająca nas fala emocji, odcina nas od racjonalnego myślenia. I dochodzi do czegoś co Daniel Goleman, określa jako porwanie emocjonalne.

To właśnie reakcje ciała migdałowatego, przysparzają nam w życiu dużo kłopotów. Choć trzeba sprawiedliwie oddać, że równie często ratują nas z opresji.

 

UWODZICIELSKA ZŁOŚĆ

Mówi się, że złość jest uwodzicielska i łatwo jej ulec. I w istocie tak jest. Nie ma chyba bardziej trudnej do okiełznania emocji. Dzieje się tak dlatego, że złość wyzwala olbrzymią energię. Dużo łatwiej czuć złość niż na przykład bezsilność czy rozczarowanie, dla których złość jest bardzo często emocją wtórną. Zamiast czuć lęk czy smutek, lepiej czuć złość. Gdy ktoś nas zawiedzie lub odrzuci, doświadczamy bardzo trudnych emocji, które zabierają nam energię. Złość przychodzi i daje nam moc i siłę ogromnej energii. Jeśli ta energia zostanie użyta w złym celu (mało racjonalnym), żeby np. wziąć odwet, lub zemścić się, zniszczyć kogoś kto nam zaszedł za skórę, wtedy mamy do czynienia z zrachowaniami destruktywnymi. To zachowanie bardzo niebezpieczne dla innych, ale i dla nas (autodestrukcja), bo ma ogromną siłę. Im większa złość, tym większa reakcja. Jeśli użyjemy tej energii w sposób przemyślany i świadomy, to mamy dostęp do niezwykłej mocy i sprawczości.

Pytanie jak to zrobić?

 

ZDOLNOŚĆ USPOKAJANIA SIĘ

Zdolność uspokajania się jest jednym z kluczowych elementów inteligencji emocjonalnej, która wg. D. Golemana, odpowiada za 80 % naszego powodzenia w życiu osobistym i zawodowym. Oznacza ona umiejętność kierowania swoimi emocjami, tak aby w pełni wykorzystywać ich potencjał i energię.

Zarządzanie, w żadnym razie nie jest tożsame z tłumieniem emocji czy dawaniem im upustu. To świadome i adekwatne do sytuacji reagowanie, zgodne z tym na czym nam w danym momencie zależy.

Każda emocja ma swoją wartość. Walka z emocjami, to jak wypowiedzenie walki samemu sobie. Odcięcie się od źródła ważnych dla nas informacji. Im bardziej z czymś walczymy, tym większą nadajemy temu moc. Dużo mądrzej jest zaakceptować nasze emocje, takimi jakimi są. To co z nimi zrobimy, jakie działanie pod ich wpływem podejmiemy, jest już innym procesem, którym możemy świadomie zarządzać.

Na temat radzenia sobie ze złości, napisano wiele książek i naukowych artykułów. Na rynku dostęone są całe szkolenia z obszaru inteligencji emocjonalnej, które wspierają zarządzanie emocjami.Sama wiedza jednak nie wystarczy. Trzeba mieć silną motywację i podjąć niemały wysiłek, bo złość wspierają nasze nawyki emocjonalne, nie zawsze zdrowe strategie radzenia sobie z emocjami. A kiedy nawyk już powstanie, potrzeba dużej pracy, aby go zmienić i zastąpić nowym.

Nawyk emocjonalny to powtarzalny w naszym życiu i stosunkowo często praktykowany sposób reagowania i radzenia sobie w rozmaitych sytuacjach, z różnymi emocjami. Kierowanie emocjami jest „ciężką pracą na cały etat” i wymaga dużej uważności i zaangażowania.

 

ZARZĄDZANIE EMOCJAMI

Dzieci uczą się obchodzić ze swoimi emocjami od najmłodszych lat. Styl przywiązania, dostrojenie matki do dziecka, relacje z ważnymi osobami zapisują się w postaci emocjonalnych reakcji (pamięć ciała migdałowatego) i tworzą nasze emocjonalne życie. Dziecko internalizuje sposób w jaki traktują go jego rodzice, tworząc zestaw reakcji emocjonalnych, które będą mu towarzyszyć przez całe życie. Relacja z rodzicami, sposób w jaki rodzice realizują nasze potrzeby, ma fundamentalne znaczenie dla kształtowania się naszych emocjonalnych nawyków przez całe nasze życie. Gdy matka lekceważy potrzeby dziecka, nie reaguje w sposób adekwatny do jego potrzeb, dziecko uczy się, że świat nie jest bezpiecznym miejscem, a ono samo i jego emocje nie są niczym ważnym, zaczyna samo siebie traktować jak kogoś nie wartego miłości czy uwagi. Z dużym prawdopodobieństwem, w ten sam sposób w jaki zacznie traktować samego siebie, będzie traktował innych ludzi, a wzór relacji z rodzicami, zostanie odwzorowany w jego relacjach z dziećmi. Gdy rodzice reagują wybuchami złości,  jest wielce prawdopodobne, że tak samo będą reagować ich dzieci. Problem polega na tym, że wiele z tych reakcji zachodzi na poziomie nieświadomym, bo taka jest struktura naszego mózgu. A nie sposób kierować czymś czego sobie nie uświadamiamy. Fakt, że nie potrafimy nazwać czy zauważyc jakiejś emocji, nie oznacza, że jej nie ma. Bywa, że nawykowo unikamy jakichś emocji, bo są dla nas trudne. Robimy to tak często, że coraz trudniej nam żyć uważnie. Jeśli jakieś zachowanie powtarzane jest w naszym życiu wiele razy, np. odcinanie się od emocji i tłumienie ich, to staje się to naszym nawykiem emocjonalnym. A nawyki się bardzo trudno zmienia. Z czasem stają się naszą stałą strategią radzenia sobie z rzeczywistością. Uważność i świadomość emocjonalna są podstawą radzenia sobie z emocjami. Nie jesteśmy w stanie zmienić czegoś, czego nie widzimy.

 

ANATOMIA ZŁOŚCI

Benjamin Franklin mawiał, że „Nigdy nie złościmy się bez powodu, ale rzadko jest to właściwy powód”.

Ze wszystkich emocji jakich doświadczamy, złość jest najtrudniejsza do kontrolowania. To właśnie złość większość ludzi identyfikuje jako emocję najtrudniejszą do opanowania. Choć trudno nam się do niej przyznać, złość to jednoczesnie ogromna energia. Jak  każdy  wysoki potencjał szuka ujścia i wyładowania. Kiedy ogarnia nas wściekłość, szukamy kozła ofiarnego, pretekstu, by ją z siebie wyrzucić i doznać choć chwilowej ulgi. Niestety wbrew powszechnej opinii wyładowywanie złości czy to na innych czy też na sobie samym, wcale nie sprawia, że ta złość szybciej przejdzie. Badania pokazują, że jest wręcz odwrotnie. Złość nawarstwia się na złości. Monolog wewnętrzny, który prowadzimy w chwilach złości, „jak on mógł, to takie niesprawiedliwe i krzywdząca, a tyle dla niego zrobiłem…” itp. ,czyli  tzw. ruminowanie, tylko podsyca naszą złość, i nie pozwala wrócić do stanu równowagi. Nasze mięśnie są spięte, gotowe do ataku lub ucieczki, oddech, podbnie jak tetno przyśpiesza. Ludzie, którzy często się złoszczą, są potencjalnymi kandydatami na zawałowców. Myśli na temat „tego kogoś i tego czegoś” skutecznie złość podtrzymują. To właśnie one, a nie sama złość są tak destruktywne. I to je musimy powtrzymać, a nie samo uczucie złości. Im dłużej ruminujemy, tym dłużej utrzymujemy i podsycamy swoją złość. Wg. prof. D. Zillmanna, psychologa z Uniwersytetu Alabama, który zajmuje się badaniami nad anatomią złości, czynnikiem wyzwalającym złość, jest poczucie zagrożenia. Tym zagrożeniem może być nie tylko zagrożenie życia i zdrowia, ale każde inne zagrożenie choćby dla poczucia godności, szacunku do siebie, czy własnego ego. Gdy czyjeś zachowanie, jakąś sytuację, wypowiedź czy też konkretną osobę zidentyfikujemy jako zagrażającą, uruchamia się cała kaskada reakcji układu limbicznego, który podpowiada nam ” walcz albo uciekaj”.

Ta reakcja powoduje wydzielanie katecholamin, dzięki którym odczuwamy nagły przypływ energii. Pobudzenie nadnerczy i kory mózgowej może trwać przez wiele godzin a nawet dni, utrzymując mózg emocjonalny w stanie  szczególnego pobudzenia. Co oznacza, że każda kolejna reakcja, nadbudowuje się na poprzedniej. Pobudzenie kory nadnerczy, obniżające próg odporności na bodźce i wywołujące złość, jest wynikiem wszystkich rodzajów stresu. Jeśli mamy za sobą trudny dzień, ktoś nas źle potraktował, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że „przyniesiemy stres” do domu i dużo łatwiej będzie nas wyprowadzić z równowagi. Wystarczy jakiś katalizator, uwaga partnera, rodzica czy dziecka i awantura gotowa. Wg. prof. Zillmanna intensywność reakcji odwetowej jest wprost proporcjonalna do stanu pobudzenia jakiego doświadczamy. Ponieważ złość nadbudowuje się na złości, a każda kolejna emocja jest silniejsza.

Mózg emocjonalny w stanie pobudzenia reaguje intensywniej i szybciej. To wtedy jesteśmy zdolni do najbardziej prymitywnych zachowań i mało racjonalnych czynów, których potem często się wstydzimy.

 

JAK SOBIE RADZIĆ ZE ZŁOŚCIĄ?

Przede wszystkim, dać sobie prawo do jej doświadczania. Złość ma swoje znaczenie i wartość. Jeśli będziemy z nią walczyć, to tak naprawdę wypowiemy walkę samym sobie. Jeśli będziemy ja tłumić, to wyrzekniemy się jakiejś części siebie. Natura wyposażyła nas w całe spektrum emocji, nie po to abyśmy się od nich odcinali.

Pierwszym krokiem do tego, aby zarządzać złością, jest jej uświadomienie. Nie da się wpływać na coś, czego nie jesteśmy świadomi.  Złość, dość wyraźnie uzewnętrznia się w naszym ciele i choćby po jego sygnałach, można poznać, że właśnie jej doświadczamy.

Drugim krokiem, wg Zillmanna jest uchwycenie myśli, które ją wywołują i podsycają, po to, aby móc je zreinterpretować. O ile jest to możliwe. Trzeba umieć się tym myślom przeciwstawić, zatrzymać ich bieg w naszej głowie, aby nie podsycać złości. Gdy złość „nie jest karmiona” szybko wytraca swój impet, i jest szansa aby wrócić do stanu równowagi i uruchomić mózg racjonalny. W stanie emocjonalnego porwania, aktywizuje się tylko ciało migdałowate, czyli mózg emocjonalny.

Powszechne przekonanie, aby dawać złości upust nie ma racjonalnych podstaw. Z badań wynika, że taka strategia jest przeciwskuteczna. Pobudzony mózg sprawia, że jesteśmy być jeszcze bardziej rozzłoszczeni. A naszym zadaniem jest jego uspokojenie i powrót do stanu równowagi.

Równie nieskuteczną strategią jest tłumienie złości. Tłumiona złość narasta i rodzi wiele szkodliwych dla zdrowia konsekwencji, chocby w postaci chorób psychosomatycznych. Prowadzi także do niekontrolowanych i spektakularnych wybuchów, które nie przysparzają nam sławy.

Problem ze złością, leży zatem nie tyle w samej złości, ale w tym czego pod jej wpływem dokonujemy. Dlatego nigdy nie warto działać pod wpływem silnych emocji. Tracimy wtedy dostępu do racjonalnego myślenia i jest duża szansa na to, że nasze działania nie będą zbyt mądre. Warto najpierw ochłonąć, dać sobie czas na uspokojenie, wyjść na spacer, pobiegać, zrelaksować się, uspokoić oddech. Badania pokazują, że już 10 głębokich oddechów jest w stanie uspokoić nasze emocje.

Każdy wypracowuje sobie własne sposoby relaksacji. Ważne aby były one zdrowe i przynosiły ukojenie, nie niosąc jednocześnie negatywnych konsekwencji jak np. zajadanie emocji, alkohol czy inne kompulsywne zachowania (gry komputerowe, seriale etc.).

Tybetańska mądrość głosi „Nie tłum złości. Ale nie działaj też pod jej wpływem” i warto sobie ją w trudnych chwilach przywołać.

autor: Agata Nowińska